niedziela, 30 października 2016

ROZDZIAŁ PIĄTY

CZY TO NIE DZIEJE SIĘ ZBYT SZYBKO?




- Wszystko okay? – pyta, kładąc dłoń na moim policzku. Krótki szloch ucieka z moich ust, ale nie powinnam się dziwić z tych sytuacji, taka praca. – Coś ci zrobił?
- Nie… nie, jest okay – mówię cicho i nie potrafię powstrzymać się przed wtuleniem się w jego ciepłe ciało. Ciasno oplatam ręce wokół jego pasa i chowam twarz w zagłębieniu jego szyi. Chce mi się płakać, gdy uświadamiam sobie, co ten facet mógł zrobić. Powstrzymuję się jednak, nie chcąc pokazać mu, jak słaba jestem. Czuję, jak jego ramiona niepewnie oplatają moje ciało. – Co tu robisz? – pytam, gdy już czuję, że powoli się uspokajam.
- Byłem na placu zabaw z Maksem, całkiem niedaleko i pomyślałem, że wracając podrzucę czek Mikowi – domyślam się, że Max to jego syn. Nie pomyślałabym, że był właśnie tam, zwarzywszy na to, że jest ubrany zbyt elegancko.
- Ten czek to za dużo, Justin – mówię, odrywając się do niego.
- Pogadamy o tym później. Chodź – mówi, odsuwając się ode mnie. Łapie mnie za nadgarstek i ciągnie w kierunku swojego auta, które stoi niedaleko. Otwiera drzwi od strony pasażera, a ja niepewnie wsiadam do środka, zważywszy na to, że jest ono obite skórą, a moje ubrania są już dosyć mokre.
- Widziałem cię wczoraj – mówi chłopięcy głos z tylnych siedzeń. Kiedy odwracam się za siebie, widzę dużo młodszą wersję Justina. – Byłaś wczoraj u mojego taty. Fajny jest prawda? – pyta słodkim głosem, ale nie potrafię odpowiedzieć mu na pytanie. Ratuje mnie Justin, który wsiada do samochodu i odpala go.
- Mam nadzieję, że nie był zbyt nachalny – śmieje się i uśmiecha do Maksa.
- Nie – śmieje się krótko. – Masz fajnego syna – nie potrafię powstrzymać uśmiechu, więc odwracam wzrok w kierunku szyby, po której powoli spływały krople deszczu. Droga mija nam w ciszy. Dopóki Max nie przypomina sobie, że umie mówić. Opowiada mi  ciekawe historie z dzisiejszego dnia, mówi o swojej babci, cioci i wujku. Zdaje mi relacje z tego, jak minął mu dzisiejszy dzień z tatą, jakich ma kolegów klasie i dziewczynę w jego wieku, która cały czas się do niego klei. I to wszystko daje radę powiedzieć mi w zaledwie dwadzieścia minut.
Nie rozumiem tylko, dlaczego nie odwiózł mnie do mojego domu.
Niepewnie wychodzę z samochodu, podczas gdy Justin odpina Maksa z fotelika, daje mu klucze od domu i pogania do otworzenia drzwi. Stoję z boku i przyglądam się całej tej sytuacji.
- Powinnam być w domu – mówię cicho, odgarniając mokre włosy z czoła.
- Musimy porozmawiać – mówi.
- Nie mamy o czym – wzruszam ramionami. – Chyba że o tym czeku. Którego wartość jest zbyt wysoka.
- Wiem, że potrzebujesz pieniędzy. Chodź do domu, zmokniesz – chwyta mnie w łokciu, ale stoję uparcie w miejscu. – Nie zachowuj się jak dziecko – sapie i ciągnie mnie za sobą. Nie chcąc go denerwować, robię to, o co mnie prosił. Choć nie wiem, czy już nie jest zdenerwowany.
Wchodząc do środka, słyszę grającą bajkę w telewizji, więc Max musi być w salonie. Justin nie odzywając się do mnie, rusza w kierunku łazienki, ale po chwili wraca z ręcznikiem w ręku. Przecieram nim twarz i wycieram mokre włosy, podczas gdy Justin udaje się do kuchni. Nie wiedząc, co robić po prostu idę za nim. Siadam na krześle, trzymam w dłoni ręcznik i przyglądam się Justinowi, który krąży po kuchni, by po chwili nalać sobie wody do szklanki.
- Dlaczego aż siedemdziesiąt tysięcy? – pytam, nie mogąc się powstrzymać. – Każdej płacisz tyle za jeden seks? – prycham.
- Nie zapłaciłem ci za seks – wzrusza ramionami, a mnie z jakiegoś dziwnego powodu robi się przykro. – Był wart dużo więcej – dodaje, patrząc na mnie uważnie. – Po prostu coś mnie ruszyło, kiedy powiedziałaś, że robisz to dla swojej matki. Nigdy nie spotkałem tak bezinteresownej osoby. Dałbym dużo więcej, ale nie chciałem zbyt wielu pytań w firmie. I ty mogłabyś się tym… speszyć.
Spuszczam wzrok na blat stołu. Znamy się tak krótko, prawie wcale… a ona daje mi grube tysiące na leczenie mojej matki, osoby której nie widział na oczy. Udaje, czy po prostu ma dobre serce?
- Nie musisz tego dla mnie robić. To moja sprawa, jak zarobię dla niej pieniądze. Nie musisz się wtrącać – mówię spokojnie, wyciągając portfel z kieszeni. Wstaję, wyciągam czek i podchodząc do niego, wyciągam przed siebie rękę. – Nie chcę go.
- Ale potrzebujesz – mówi, patrząc mi w oczy i marszcząc brwi. Nie wiem czemu, ale miękną mi kolana pod wpływem intensywności jego wzroku. – I nie kłóć się ze mną – dodaje po chwili. Jego wzrok chyba na moment ucieka… w kierunku moich ust. Chwilę później znajduje się jedynie centymetry od mojego ciała. Mój oddech przyśpiesza, lecz nie pozwalam sobie dłużej na niego patrzeć i opuszczam wzrok. Czuję jak broda Justin obiera się o czubek mojej głowy i powoli zjeżdża w dół, wtulając twarz w moje włosy. Słyszę jego głęboki oddech przy moim uchu, a jego dłoń znajduje się na moim policzku. Gładzi kciukiem skórę mojej twarzy i na chwilę znajduje się na moich ustach. Moje ciało niespodziewane drży, gdy on sunie dłonią wzdłuż mojej szyi i wdycha zapach moich włosów. Błądzi po moim dekolcie, piersiach i po chwili oplata ją wokół mojego pasa, a serce bije mi trzy razy szybciej. Mocno przysuwa mnie do siebie i kiedy jego usta dostają się przez włosy do skóry mojej szyi…
- Tato! – krzyczy Max, przez co oboje odsuwamy się od siebie jak poparzeni. Zostaję odwrócona tyłem do wejścia i opieram się o blat kredensu. Justin zapewne pozostaje niewzruszony i pewny siebie jak zawsze.
- Co jest młody? – pyta.
- Pilot nie działa – marudzi.
- Pewnie zepsułeś – Justin śmieje się krótko i idzie z małym do salonu.
Moje serce wciąż nie potrafi się uspokoić. To w sumie nic w porównaniu do tego, co robiliśmy wcześniej… ale było równie intensywne. Sposób w jaki na mnie patrzył, to jak mocno mnie trzymał…
Nie rozumiem. Nie rozumiem już zupełnie.
Co takiego jest między nami, że tak silnie reaguję na jego najmniejsze gesty? Nie znamy się i niemożliwym, jest bym tak szybko zdołała się w nim zakochać. To niemożliwe. W dodatku nie wygląda na faceta, który szuka kobiety. Jest bogaty, dobrze wygląda. Po co mu jedna, skoro może mieć więcej? W dodatku przecież rozstał się z kobietą, która dała mu syna. Wątpię, by szukał w tej chwili miłości.
To ty dajesz sobie złudne nadzieje. Bajeruje cię, byś znów poszła z nim do łóżka. W dodatku siedemdziesiąt tysięcy jest dla kobiety, której nie zna! Na pewno będzie taki dobroduszny. Daj sobie spokój.
Zagryzam wargę i podejmuję decyzję natychmiast. Zostawiam czek na blacie i wychodzę z kuchni. Justin jest z Maksem w salonie i tłumaczy mu, jak wymienia się baterie w pilocie. Nie mogę się powstrzymać, by spojrzeć na niego dłużej niż to potrzebne. Cicho idę w kierunku wyjścia i w deszczu udaję się do domu.


Jest godzina dwudziesta druga, kiedy wychodzę wkurwiony z pracy. Po pierwsze, planowana transakcja nie poszła tak, jak oczekiwałem. Po drugie, musiałem zwolnić moją asystentkę, gdyż od kilku dni nawala. I po trzecie, Cara zdenerwowała mnie wczoraj niemiłosiernie. Rozumiem, że ciężko jej było przyjąć kilka tysięcy, pewnie nie codziennie ma okazję dostać taką sumę, ale to chyba lekka przesada, by uciekać z mojego domu, gdy nie patrzę.
Wsiadam do samochodu i trzaskam drzwiami. Zdenerwowany ściągam marynarkę i krawat, by rzucić je na siedzenie obok. Odpalam silnik i kiedy marzę o długim śnie, przypomina mi się Cara. Decyduję się jednak zatrzymać w klubie.
Mimo iż jest noc, korki w Nowym Jorku to codzienność. Pod klubem znajduję się dwadzieścia minut później. Już z parkingu do moich uszu dochodzi dźwięk muzyki. Omijam dosyć długą kolejkę i wchodzę do środka. Jest ciemno, niemalże niczego nie widzę, lecz po krótkim wpatrywaniu się, mogę dostrzec Carę tańczącą przy jednej z rur niedaleko barku. Podchodzę na tyle blisko, by móc się jej dokładnie przyjrzeć. Siadam na kanapach w rogu sali, oddalonej od małej sceny Cary o niecałe pięć metrów.  Ma na sobie czarne, skórzane majtki, które w seksowny sposób pokazują jej pośladki, dokładnie taki sam stanik, który posiada to dziwne zapięcie na szyi i wysokie czerwone szpilki. Rusza się spokojnie, nie chcąc przykuć do siebie zbyt dużej uwagi.
Zagryzam dolną wargę, kiedy niby w leniwy sposób kręci przede mną pośladkami. Poprawia włosy, potrząsa głową, by te rozprysły się wokół niej. Kuca przed rurą w rozkroku, prostuje się, obraca, kręci i przeciąga. Sprawia, że choć jestem na nią wkurwiony, mam ochotę wziąć ją w tej chwili. Zaciskam pięści i patrzę na jej znudzoną twarz. Kiedy zerkam w jej oczy, one krzyżują się z moimi, a ciało Cary zatrzymuje się. Jest aż tak bardzo zdziwiona, widząc mnie tu? Jeszcze wczoraj myślała, że każdej płacę po siedemdziesiąt tysięcy.
Wzdycham ciężko, kiedy widzę, jak ucieka ze sceny i kieruje się w stronę gabinetu Mika. Nie mam najmniejszej ochoty na jej jakiekolwiek humorki, ale muszę z nią po prostu porozmawiać. Wstaję i kieruję się tam, gdzie Cara. Przepycham się przez tańczący tłum, chcąc jak najszybciej do niej dojść. Doganiam ją w pustym korytarzu, chwytam za ramię i proszę, by się zatrzymała.
- Daj mi spokój – mówi i wyrywa się z mojego uścisku.
- Cara, co się stało?
- Nic. Co cię to w ogóle obchodzi? – prycha i  idzie dalej. Dotrzymuję jej kroku, choć wiąż nie rozumiem, czemu zachowuje się tak dziecinnie.
- Dlaczego wczoraj uciekłaś? – dopytuję.
- Czy to ważne? – warczy, lecz mam wrażenie, że jej głos się załamuje. Staję przed nią, zmuszając ją do zatrzymania się. Widzę łzy w jej oczach i choć próbuje je zakryć, w tych szpilkach jest niemal równa ze mną, więc ciężko jej uniknąć mojego wzroku.
- Powiedz mi, co się dzieje? – proszę i chwytam ją za ramiona.
- To głupie – macha głową i wyrywa się, by pójść dalej. W ostatniej chwili łapię jej nadgarstek, lecz ona ucieka. – Nie dotykaj mnie – mówi. Przykłada dłonie do swojej klatki piersiowej, zupełnie jakby chciała schować swoje ciało przed moim wzrokiem. Marszczę brwi na ten gest.
- Co ci takiego zrobiłem? Jesteś zła o ten głupi czek? Myślałem, że będziesz się cieszyć, iż chcę pomóc twojej matce – niemalże krzyczę, lecz ona po prostu się odwraca i ucieka do pomieszczenia niedaleko nas. – Cara! – biegnę za nią.
- Co tu robisz? - słyszę chichot, dobiegający z pokoju. – Nie powinnaś tańczyć? – dopytuje, lecz milknie kiedy widzi mnie w drzwiach. Jej wzrok natychmiast robi się czujniejszy. – Wszystko okay? – pyta Carę. Ta jedynie kiwa głową, odgarnia włosy z twarzy i sięga po czarny, satynowy szlafrok. – Czy coś…
- Możesz zostawić nas samych? – przerywam jej, chcąc by jak najszybciej stąd wyszła. Patrzy na Carę, lecz ta nie odpowiada jej i siada na kanapie. Blondynka patrzy na mnie po raz ostatni i wychodzi z pokoju. Kieruję się na kanapę stojącą obok dziewczyny. Kiedy siadam i patrzę na nią, ona ucieka ode mnie wzrokiem. Bawi się nerwowo palcami i oddycha głęboko. Nie wiedząc, jak zacząć rozmowę, ani o czym w ogóle rozmawiać, zagryzam dolną wargę, lecz nie przestaję się jej przyglądać.
- Jest mi wstyd – mówi cicho, patrząc na ścianę naprzeciwko niej. – Czuję się jak zwykła dziwka – dodaje, a jej dolna warga zaczyna drżeć. Wstaję i kucam przed nią, łapiąc ją za kolana.
- Nie mów tak – marszczę brwi. – Skąd w ogóle…?
- Tańczę w pieprzonym klubie ze striptizem. Sprzedaję się jak tania dziwka. Nawet nie potrafię dojrzeć w tym pozytywów. Jestem szmatą i nikim więcej – mamrocze pod nosem i rozpłakuje się. Podciąga kolana do klatki piersiowej i chowa z nich twarz.
- Cara… kurwa mać, nie płacz – mówię, łapiąc ją za ramię.
- Czemu w ogóle się mną interesujesz? – krzyczy, odpychając od siebie moje ręce. Chcę ją uspokoić, lecz ona znów mnie odpycha i wstaje w złości. – Zostaw mnie! – krzyczy. Powoli zaczyna mnie to irytować, lecz nie chcę na nią krzyczeć. Przygniatam ją do ściany i trzymam za ramiona tak, by nie odsunęła się ponownie.
- Uspokój się – mówię. Bierze głęboki wdech i milknie.
- Czuję się źle – marudzi. – Przy tobie… matko, tak mi wstyd – przykłada dłonie do twarzy.
- Czujesz się przy mnie źle? – pytam, patrząc uważnie na jej reakcje. Kiedy odsuwa dłonie od twarzy, jedna łza spływa jej po policzku. Odczuwam dziwny zawód w środku, iż to przez moją osobę ona płacze. Poluźniam uścisk na jej ramionach i ścieram lewą dłonią łzę. Tym razem nie ucieka od mojego dotyku.
-Nie umiem tego wyjaśnić – oblizuje wargi i przygryza dolną, a mnie skręca w żołądku na ten widok. –  Kiedy na ciebie patrzę… czuję się nikim. Jesteś bogaty, masz wszystko. A ja jestem dziwką i nie rozumiem, czemu zawracasz sobie mną głowę – mówi cicho, patrząc w dół. W tej chwili robi mi się jej cholernie szkoda. Jest młodą dziewczyną, która fakt faktem nie powinna zarabiać w taki sposób – zasługuje na lepsze traktowanie. – Nie podoba mi się, że obcy faceci mnie dotykają. Myślą, że mają do mnie prawo. Nienawidzę tego. Tego całego striptizu. Tego seksu… wszystkiego – zarzuca rękami, jakby chciała mnie ponownie odepchnąć. Zaskakuje mnie, kiedy jej dłoń kurczowo łapie moja koszulę w okolicach żeber. Oddycha szybko przez otwarte usta i krztusi się przez łzy, lecz wciąż unika mojego wzroku. Po chwili chwyta drugą dłonią, równie mocno za rękaw na moim ramieniu i delikatnie przysuwa mnie do siebie. Kładę dłoń na jej tali, a ona powoli się uspokaja.
Wiem, że powinienem coś powiedzieć, pocieszyć i uspokoić ją. Ale nie potrafię. Nasze twarze dzielą dosłownie milimetry. Gdyby nie to, że ucieka ode mnie wzrokiem, wpiłbym się w jej wargi jak głupi. Jej oddech powoli się normuje, a łzy zaschły na skórze. Czuję jej dłoń sunącą na moją szyję. Jej palce delikatnie zaciskają się na mojej skórze.
- Porozmawiam z Mikem – mówię cicho i zaskakuję ją tym, gdyż zdziwiona patrzy w moje oczy. – Zrobię wszystko, byś nie musiała robić tego, czego nie chcesz – wyjaśniam. I może nie powinienem… oczywiście, że nie. Ona dopiero co mówiła, że ma tego dosyć. – Pozwól mi cię nauczyć – szepczę, marszcząc brwi, gdyż sam dziwię się na to, co jej proponuje. Cara patrzy na mnie, nie rozumiejąc o co mi chodzi. – Pozwól mi cię nauczyć, cieszyć się tym.
- Seksem? – pyta cicho, a jej głos jest lekko zachrypnięty. Wzruszam lekko ramionami.
- Też – mówię wymijająco. – Jesteś piękna, kiedy płaczesz – mamroczę pod nosem, lecz ona to słyszy. Powiedziałem to na głos? – Naprawdę chcę cię pocałować – mówię, nie kontrolując się. Cara przełyka ślinę i jakby staje się odważniejsza, przyciągając mnie bliżej.

- Zrób to – mamrocze, a ja nie potrafię się powstrzymać. Jej usta są nabrzmiałe od płaczu i lepkie od błyszczyku, lecz mi to nie przeszkadza. Kontroluję się jednak na tyle, że pozwalam jej prowadzić. Trzyma mnie mocno za szyję, lecz całuje niezwykle wolno. Cały czas przyciąga moje ciało bliżej swojego, pokazując mi, jak bardzo potrzebuje bliskości czyjegoś ciała. To dziwne, ale czuję, że mogę jej to dać. Choć na chwilę. – Czy to nie dzieje się zbyt szybko? – odrywa się ode mnie. Nie rozumiem jej pytania, więc tylko patrzę jej w oczy. – To głupie, ale… weź mnie do siebie – szepcze. Kiwam jedynie głową i nie przejmując się, że jest tylko w szlafroku, chwytam jej dłoń i prowadzę do auta. 


Tak bardzo Was przepraszam. Za dużo się jednak dzieje w tej szkole. :( 

Nie chciałam Was zostawiać na tak długi czas :(( w dodatku ten rozdział jest jakiś... nie taki jak chciałam. 

Jeszcze raz bardzo przepraszam. 
Ale bardzo Wam DZIĘKUJĘ ZA 4,443 WYŚWIETLENIA!! Cieszy mnie to niezmiernie :D
Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie złe. Teraz już naprawdę będę dodawać przynajmniej raz/dwa w miesiącu, jakoś się ogarnę :))
Liczę na Wasze komentarze, które oczywiście czytam zawsze, bo niezmiernie mnie one cieszą xd
Do następnego :* (i oby szybciej) 
Tak wgl --> szykuje się nowy szablon. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jest bynajmniej bardziej kolorowy niż ten xd  


 Zostałam poproszona o pisanie tej historii na wattpadzie i uznałam, że nie jest to taki zły pomysł. Link --> https://www.wattpad.com/story/88785653-heartbeat 

Tutaj oczywiście nadal będę publikować :D

O mnie

Moje zdjęcie
"Kto nie czyta, przeżyje tylko swoje życie, czytający przeżyje więcej."