poniedziałek, 22 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ PIERWSZY

TO BĘDZIE DŁUGA NOC


Dwa  tygodnie wcześniej.
Zaciskam pięści na kierownicy swojego samochodu, kiedy mija pół godziny, od kiedy stoję w korkach. Minus mieszkania w Nowym Jorku.
Jestem lekko zdenerwowany i to nie tylko przez korki. Ostatnio zbyt dużo dzieje się w firmie. W dodatku, nie oszukujmy się, jestem sfrustrowany seksualnie. Przez zawirowania w pracy nie mam czasu nawet na seks.
Ściągam marynarkę i rzucam ją na siedzenie obok. W radiu leci jakaś tandetna muzyka, ale nie mam nawet ochoty zmienić stacji. Po prostu chcę być już w tym pieprzonym klubie. Może chociaż dzisiaj mi się poszczęści.
Po dziesięciu minutach zauważam lekki ruch i mam ochotę skakać ze szczęścia. Dziecinne wiem, ale to czekanie potrafi człowieka wykończyć.
Kierunek Tequila*.
Sprawnie udaje mi się wyprzedzić kilka żółtych taksówek i w niespełna trzydzieści minut zatrzymuję się pod klubem. Spoglądam na godzinę telefonie i stwierdzam, że jest dopiero dwudziesta druga. Dostrzegam również wiadomość od matki, która mówi, że pojawi się jutro u mnie w domu. Nie odpisuję. Wyciągam kluczyki, biorę dowód, parę banknotów i wychodzę z samochodu, zamykając go. Wkładam kluczyki i telefon do kieszeni swoich drogich spodni. Rozpinam dwa pierwsze guziki białej koszuli i ruszam do klubu. Odgłos butów uderzających o marmurowy, opustoszały chodnik, obija się o moje uszy. Mijam droższe i tańsze samochody, kiedy zbliżam się do wejścia. Nie przejmując się kolejką, mijam ją i podchodzę do ochroniarza. Pokazuję mu swój dowód i to wystarczy, abym mógł szybko wejść do środka. Uśmiecham się triumfalnie do grupy, która nie szczędzi sobie wyzwisk w moim kierunku.
Podchodzę do drzwi, przez które słychać jedynie przytłumioną muzykę. Otwieram je i do moich uszu dociera Tinie Tempach i Girls Like, o ile się nie mylę. Przyjemne dudnienie rozchodzi się po całym moim ciele.
Jest to wielki, idealnie oświetlony klub ze striptizem. Uśmiecham się do siebie, przechodząc obok kolejnych kobiet, stojących na swoich małych scenach, tańczących przy rurach, seksownie kręcąc tyłkami. Mijam nieznane i upite twarze, kiedy idę w kierunku baru.
Siadam na obrotowym krześle i czekam, aż seksowna brunetka raczy mnie obsłużyć. Kiedy tylko mnie zauważa, podchodzi do mnie.
- Co podać? – pyta, przekrzykując muzykę i uśmiechając się do mnie szeroko. By nie być niemiłym, sam chwalę się swoim białym uzębieniem. Ma na sobie obcisłą, czarną koszulkę na ramiączkach, która idealnie opina jej wydatne piersi.
- Wódkę z colą i lodem – mówię, patrząc uważnie w jej brązowe oczy, tylko po to by po chwili przenieść wzrok na jej piersi, czego ona zdawała się nie zauważyć, gdyż wzięła się za robienie drinka.
Mija może z trzydzieści sekund, nim stawia przede mną szklankę z gotowym napojem, wkładając do środka chaotycznie zakręconą rurkę. Wyciągam pieniądze z kieszeni, by za niego zapłacić i kiedy podaję je dziewczynie, ta natychmiast mnie zatrzymuje. Marszczę brwi, ale ona nie przestaje się uśmiechać.
- Na koszt firmy – mówi zbyt cicho, abym mógł usłyszeć ją w tym hałasie, ale wyczytuję to z ruchu jej warg i po chwili wyobrażam je sobie na moim penisie…
No co? Jestem naprawdę sfrustrowany. Potrzebuję seksu.
Biorę szklankę w dłonie i obracam się plecami do baru, aby poobserwować ludzi. Spokojnie sączę swojego drinka, gdyż dziś nie mam zamiaru się upić. Pijane dziewczyny tańczą na parkiecie między innymi pijanymi facetami. Posyłają mi uwodzicielskie spojrzenia i uśmiechy.
Cholera, to sprawia, że mam ochotę pieprzyć którąś z nich, choćby teraz.
Powoli piję swojego drinka. Kiedy muzyka zmienia się na Faded zauważam Mika, zmierzającego w moja stronę. Jest właścicielem tego klubu i moim dobrym znajomym. Choć i tak jestem na niego zdenerwowany, gdyż ukrywał przede istnienie tego klubu przez dwa miesiące.
Podchodzi do mnie i klepie mnie w plecy, wyciągając z transu. Chyba musiałem się zapatrzeć w którąś striptizerkę. Cholera, przecież są seksowne. Grzechem byłoby na nie, nie spojrzeć.
- Bieber, cieszę się że przyszedłeś – mówi, uśmiechając się. Nie, nie jest wstawiony. To taki typ człowieka, który wiecznie się uśmiecha.  Troszkę mnie to przeraża.
- Reeds, cieszę się, że mnie zaprosiłeś – uśmiecham się do niego złośliwie.
- Rany, przecież wiesz, że czekałem, aż biznes się rozkręci. Nie mogłem zaprosić mojego najważniejszego gościa do jakiejś rudery.
- Dziwi mnie, że w dwa miesiące udało ci się to tak dobrze zrobić – mówię, starając się przekrzyczeć muzykę.
- Dziwi mnie, że w dwa miesiące potrafisz zarobić więcej niż ja przez rok – tym razem to on mi się odgryza. Śmieję się krótko. Biorę łyk drinka, podczas gdy Mike siada obok mnie.
- Imponujesz mi Mike. Ile ich tu masz? Dwadzieścia? – Mike od razu rozumie, że chodzi mi o striptizerki.
- Przykro mi, ale tylko piętnaście – odpowiada, kręcąc się lekko na krześle. – Cassie, podaj mi coś. Obojętnie co – mówi do dziewczyny, która obsłużyła mnie wcześniej.
- Mam nadzieję, że mogę sobie którąś pożyczyć na noc? – pytam po chwili. – Od dwóch tygodni nie miałem nikogo w łóżku – skarżę się.
- Przecież wiesz, że każda tu jest twoja – śmieje się, popijając jakąś kolorową ciecz.
- Którą mi polecasz? – podnoszę jedną brew, odchylając się do tyłu i opierając łokciami o bar.
- Stary, gdyby to był taki prosty wybór. Wszystkie są dobre – mówi szczerze, rozglądając się na boki.
Robię to samo. Bar rozciąga się na kilka dobrych metrów i zauważam, że jest są tu jeszcze trzej mężczyźni. Na obu końcach baru, znajdują się okrągłe zakończenia ze stojącą pośrodku rurą i seksownie ubraną kobietą. Ta po prawej przykuwa moją uwagę.
- Mike – szturcham go i wskazuję brodą w danym kierunku. Natychmiast odwraca głowę.
Dziewczyna ma na sobie koronkową, czerwoną bieliznę – w sumie wydaje się ze wszystkich najbardziej ubrana – i wysokie, czarne szpilki. Ma idealne kształty, nie za duże ale też nie za małe. Blond włosy opadają na jej ramiona lub wirują wokół jej głowy w zależności od wykonywanej czynności. Kręci biodrami do muzyki, a ja marzę, by natychmiast znalazła się w moim łóżku.
- Dlaczego zawsze mnie dziwi, że potrafisz sobie wybrać najlepszą laskę? – usłyszałem gdzieś pomiędzy muzyką.
- Ile za nią chcesz? – pytam, nie odrywając od niej wzroku. Akurat wypinała tyłek w moją stronę. Cholera jak zaraz mi stanie, to nie ręczę za siebie.
- Ile proponujesz? – wyszczerzył się do mnie głupio.
- Dużo – mówię, przenosząc na niego wzrok.
Cholera, nie wytrzymam.


Wchodzę do swojej przebieralni. Ściągam z siebie czarną bluzkę, zwykłe, dżinsowe spodnie oraz czarne baleriny. Zdejmuję zwykły, biały stanik i bokserki w tym samym kolorze, by zastąpić je koronkową, czerwoną i seksowną bielizną. Wciągam na stopy czarne szpilki i zapinam je nad kostką. Przynajmniej dziś bez żadnych przebieranek. Wychodzę z przebieralni.
Swój ‘pokój’ dzielę z Jennifer. Najbliższą mi tu osobą. Tu i w ogóle w życiu. Jest dla mnie… praktycznie wszystkim.
Jen jest wiecznie uśmiechniętą dwudziestojednoletnią brunetką, więc jest jedynie o rok  starsza. Poznałyśmy się trzy lata temu, rok po tym, jak skończyłam szkołę. Cały ten rok przeznaczyłam na naukę tańca na rurze…
Byłam w tym biznesie zupełnie nowa. I zupełnie głupia, myśląc, że coś tu zdziałam. Na całe szczęście Jen była jedyną, która okazała mi serce i pomogła przetrwać. Pracowała w tym jeszcze rok przede mną. Była dla mnie jak prawdziwa przyjaciółka. A ponieważ wyjechałam trzy godziny drogi od domu, by nikt ze znajomych nie poznał mnie w jakimkolwiek klubie, przyjęła mnie pod swój dach. Dla niej to też było dobre rozwiązanie, bo płaciła jedynie połowę czynszu – drugą płaciłam ja.
Przez najbliższe pół roku szło mi bardzo dobrze, a pieniądze również nie były najgorsze. Potem dowiedziałam się, że te pół roku było jedynie próbą. Teraz… musiałam się sprzedać. Tak po prostu. Musiałam stracić dziewictwo z byle kim, potem dawać swoje ciało każdemu pieprzonemu typowi, by zarobić więcej pieniędzy. Tak, łatwiej było odmówić. Bo to było dużo łatwiejsze. Ale wiązało się z konsekwencjami. Mogłam stracić pracę i nigdy więcej jej nie odzyskać. A nigdzie indziej nie zarobiłabym takich pieniędzy.
Ale tu nie chodzi tylko o pieniądze. Walczę o życie mojej matki… ona sama nie ma pracy, a tata zarabia kiepskie pieniądze w swojej księgarni. Byłam dla nich, dla niej jedynym ratunkiem.
Wie, że uczyłam się tańczyć i wie gdzie pracuję. Ale nie wie, że się sprzedaję… ale jeśli mam zarobić na tym dobre pieniądze i szybko jej pomóc… nie mam innego wyjścia.
- Co jest młoda? – pyta, wyrywając mnie z transu.
- Nic – wzdycham. Podchodzę do kosmetyczki, siadam na krześle i patrzę w lustro. Widzę w nim młodą, choć wykończoną już życiem, dziewczynę. Bladą, z podkrążonymi oczami, lekko popękanymi wargami, smutkiem i jednocześnie pustką w oczach. Biorę w dłonie podkład i nakładam go na twarz.
- Jesteś pewna? – staje obok mnie, obierając się biodrem o bok stolika. Przygląda mi się kiedy, nakładałam pod oczy korektor i odrobinę białego pudru na całą twarz, by lekko ją rozjaśnić i jednocześnie sprawić, by za bardzo nie świeciła się w świetle.
- Z mamą jest chyba coraz gorzej. Nie chce mi powiedzieć, ale widzę, że coś jest nie tak – mówię cicho, biorąc w dłoń tusz do rzęs.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz – szepcze, kładąc mi dłoń na ramieniu. Spuszczam na chwilę wzrok. Chyba wie, że chodzi o pieniądze. – Wiesz, jeśli chcesz mogę jej dać mały prezent urodzinowy. Zawsze będziesz kilka stówek do przodu – uśmiecha się do mnie smutno, wzruszając ramionami, jakby kilka stówek to było nic. Przecież ona sama musiała zarabiać ciałem. Znów chciała mi dać swoje pieniądze?
- Nie chcę twoich pieniędzy Jen – mówię spokojnie. – Powinnaś się już ubrać, zaraz idziemy – dodaję, próbując zboczyć z tematu.
- Nie zmieniaj tematu – zagroziła mi palcem.
- Nieważne – wywracam oczami tak, by widziała. Wstaję, ubieram szlafrok i wychodzę z pokoju, zostawiając ją samą.
To nie tak, że jestem na nią zła, czy próbuję się z nią pokłócić. Po prostu nie lubię, kiedy użycza mi swoich pieniędzy.
Powoli idę korytarzem, odtwarzając sobie w głowie mapę całego budynku - skręcam w lewo, wchodzę po schodach i jestem.
Klub jest otwarty od dwóch miesięcy. Ja i Jennifer jesteśmy tu od miesiąca. Mam prawo się jeszcze gubić. Mijam drzwi do pomieszczeń każdej z piętnastu dziewczyn. W połowie korytarza stoi trójka, która zawzięcie rozmawia o swoich kolejnych zdobyczach. Słyszałam je już kiedy wyszłam ze swojego pokoju. Mają na sobie podobną, choć czarną bieliznę.
- Mówię ci, Kate. Był cudowny – mówi blondynka w zachwycie. – Na początku był taki delikatny. Ale jak zaczął… minuta i było po wszystkim. Będę błagać Mika, żeby go tu znów zaprosił – uśmiecha się cwaniacko do swoich kumpelek, a one odpowiadają jej tym samym. Kiedy słyszą stukot moich szpilek, odwracają głowy w moim kierunku. Tą blondynką okazała się Emy, miła dziewczyna. Naprawdę. – Cześć, Cara – mówi, uśmiechając się do mnie miło.
- Cześć – odpowiadam jej, uśmiechając się delikatnie. Kate i Rose nie odzywają się i po prostu mierzą mnie wzrokiem.
- Mike mi mówił, że zaprosił dzisiaj jakiegoś swojego przyjaciela. Będzie tu pierwszy raz – słyszę, kiedy są już kilka metrów za mną. – Mówił, że nie będzie mógł się nam oprzeć i na pewno którąś weźmie sobie na noc. Ciekawe którą – dodaje Rose. – Podobno ma mniej niż trzydzieści lat – słyszę jeszcze, zanim skręcam w lewo i idę po schodach. Wchodzę do małego pomieszczenia z kilkoma wygodnymi kanapami, stolikiem z jedzeniem bądź butelkami wody, zegarem wiszącym na ścianie i drzwiami naprzeciwko schodów, prowadzącymi do klubu. Podchodzę do jednej z kanap i siadam na niej wygodnie. Po dwóch minutach przychodzi Jen, a za nią trójka dziewczyn, którą wcześniej mijałam i jeszcze dwie dziewczyny. Dochodzi dwudziesta pierwsza, kiedy przychodzi Mike. Jest tylko nasza siódemka, ponieważ reszta grupy, tańczyła od osiemnastej (godziny otwarcia klubu) do teraz.
- Moje dziewczyny – uśmiecha się do nas słodko. Choć może do tej piątki. Wydaję mi się, że ja i Jen jesteśmy jedynymi tu striptizerkami, których jeszcze nie przeleciał. I mam nadzieję, że tak zostanie. – Liczę na was – dodaje jeszcze i otwiera nam drzwi. Po drodze mijamy się z wcześniejszymi striptizerkami.
Dziś ja i Jen miałyśmy swoje miejsca przy barze. Bar rozciągał się na kilka metrów, my miałyśmy być na jego końcach i jedynie ładnie wyglądać, ewentualnie trochę się powyginać. Jak zawsze. Choć kiedy mamy być w głębi klubu, musimy się bardziej gimnastykować, by zwrócili na nas uwagę.
Tak naprawdę to zawsze mam wrażenie, że jestem tą najmniej zwracającą na siebie uwagę. Możliwe, że to właśnie powoduje, że Mike skarży się o moje słabe zarobki… jednocześnie chwali, że udaje mi się wyrwać tych porządnych – starych, którzy nie dają mi żadnej satysfakcji.
Nie osądzajcie mnie, to najlepszy sposób jaki może być, a moja mama potrzebuje naprawdę wielu tysięcy, aby wyzdrowieć…


Mam dzisiaj tańczyć do dwudziestej czwartej… więc jestem cholernie zdziwiona, dlaczego Mike przychodzi po mnie jeszcze przed dwudziestą trzecią.
Szybko daje na moje miejsce inną dziewczynę, a mnie zaprowadza tam, skąd wcześniej wyszłam.
- Co się dzieje? – pytam zaniepokojona.
- Nic strasznego – uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
- To dobrze, bo już myślałam, że coś źle zrobiłam.
- Nie, nie. Wszystko robisz dobrze, jak zawsze zresztą.
- Więc o co chodzi? – pytam ponownie.
- Masz dziś bardzo ważnego klienta – mówi, idąc w kierunku schodów, a następnie do mojego i Jen pokoju. – To mój przyjaciel. Justin Bieber, bogaty biznesmen, który zawsze wie, jak wybrać dobrą dziewczynę do łóżka – otwiera przede mną drzwi.
Wnioskuję, że to komplement.
- Powiedziałem mu, że będziesz za dziesięć minut. Prosił, żeby zostawiła tą bieliznę i ubrała coś seksownego. Mam nadzieję, że zadowolisz go tak, jak każdego innego faceta. No… możesz nawet bardziej, jeśli potrafisz. Dał mi za ciebie naprawdę dużą sumę, a połowa i tak należy się tobie, ale to wciąż będzie duża suma. Więc mnie nie zawiedź – macha w moim kierunku swoim wskazującym palcem. – Czeka przy wejściu – dodał i ruszył do drzwi. – O i nie przejmuj się, jeśli nie wiesz, jak wygląda. On cię rozpozna – mówi, uśmiechając się do mnie delikatnie i wychodzi z pokoju, nim w ogóle wiem, co powiedzieć.
Naprawdę duża suma? Jak duża?
Podchodzę do lusterka, aby sprawdzić, jak trzyma się mój makijaż. Na szczęście nie muszę go poprawiać.
Bogaty biznesmen?
Podchodzę do wieszaków, gdzie razem z Jen zawsze mamy zapasowe sukienki. Całe szczęście jest ode mnie ledwie trzy centymetry wyższa, więc praktycznie mieszczę się we wszystkie jej ubrania. Ale nie bardzo wiem, czyja jest ta czarna sukienka. Jest obcisła, krótka i idealnie opina moje piersi. Po prostu wciągam ją na siebie i poprawiam ramiączka tak, by nie było widać stanika. Biorę w dłonie kartkę papieru i długopis, żeby zostawić Jen wiadomość. Piszę jej szybko, że Mike umówił mnie ze swoim kolegą, jakimś bogatym facetem – Justinem Bieberem. Dopisałam jeszcze, że ją kocham, życzę szczęśliwej nocy i ma dzwonić, jeśli coś będzie się działo.
Wkładam do czarnej torebki telefon i nic więcej, ponieważ to tylko jego wcześniej wyciągałam i opuszczam pokój. Wychodzę z klubu tyłami, gdyż nie mam ochoty przepychać się między ludźmi. Idę w kierunku głównego wejścia do budynku. Obok małej kolejki i ochroniarza zauważam wysokiego blondyna, w drogich butach, spodniach i lekko rozpiętej koszuli. Choć jestem od niego kilka dobrych metrów, śmiało mogę stwierdzić, że jest cholernie przystojny. Trzyma dłonie w kieszeniach spodni, choć, jakby nerwowo, co jakiś czas sprawdza godzinę na swoim… złotym zegarku? Gdy jestem bliżej, głuchy stukot moich szpilek wyprowadza go z zamyślenia. Kiedy mnie zauważa uśmiecha się seksownie, jeden kącik ust podnosząc wyżej niż drugi.
Cholera, jego oczy… myślę, kiedy stoję już przed nim. Są w odcieniu karmelu i mienią się drobinkami złota.
W dodatku podnieca mnie fakt, że on też patrzy się tylko w moje oczy.
- Justin – mówi, wyciągając przed siebie dłoń. Szybko staram się znaleźć język w gębie i przełykam kulę w gardle, która pojawiła się znikąd.
- Cara – mój cichy głos jest lekko stłumiony przez muzykę wydobywającą się z klubu, ale on musiał je usłyszeć, gdyż jego uśmiech lekko się powiększył. Lub po prostu usłyszał chrypkę w moim głosie. Podaję mu szybko swoją dłoń. Dotykając jego skóry czuję dziwny prąd przechodzący przez moje ciało. Nie wiem, czy on też to poczuł, ale postanawiam zamknąć swoje usta, nim powiem coś głupiego.
Lekko pochyla głowę i podnosi nasze ręce. Jego usta spotykają się z moją dłonią i mam ochotę jęknąć, przez intensywność jego wzroku. Zaciskam jednak zęby, nie chcąc się skompromitować.
- Pięknie – mruczy, a jego gorący oddech uderza o moją skórę i czuję kolejne dreszcze.

To będzie długa noc.


*wiecie, to tylko wymyślone przeze mnie xd 


Po prostu nie mogłam się powstrzymać no i jest rozdział pierwszy! :D 
Mam nadzieję, że się podoba. Postanowiłam, że zacznę od razu ich znajomością, po co przeciągać xd
Mam już nawet mały plan na Justina.. ale nie zdradzę Wam go tak szybko. Może w trzecim rozdziale o ile się nie mylę xD
Bardzo Wam dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem, sprawiacie tym taaaak wielki uśmiech na mojej twarzy :) Nie zdajecie sobie z tego sprawy.
Mam nadzieję, że jakoś udaje mi się dobrać muzykę do rozdziału, jeśli nie, nie miejcie mi tego za złe :D 
Do następnego :*



7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Jestem ciekawa co dalej. Czekam na next. All love 💙

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaaaa!!!! świetnie napisane, a do tego ta fabuła>>> Cara trochę przypomina mi Isabellę z Milion Dollar Baby, bo ona także zarabiała pieniądze dla swojej mamy, tylko tamta sprzedała się tak na wyłączność, ale rozdział serio super! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się super :) czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się super :) czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  5. Blog został dodany do Katalogu Euforia.
    Pozdrawiam, Białko :>

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny szablon, a Twój styl pisania jest jeszcze bardziej zachwycający! Życzę wytrwałości i wodospadu weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj!
    W naszej blogosferze rozpoczyna pracę nowy katalog. Możesz już teraz zgłosić do niego swoją stronę! Jeśli chcesz, zajrzyj do Nas w wolnej chwili i zapoznaj się z regulaminem.
    katalog-z-glowa-blogspot.com

    Powodzenia w dalszym blogowaniu! Przepraszamy za spam!

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Moje zdjęcie
"Kto nie czyta, przeżyje tylko swoje życie, czytający przeżyje więcej."