czwartek, 8 września 2016

ROZDZIAŁ CZWARTY

NIE DOTYKAJ MNIE!


Nie tylko na seks? Co jest z tobą nie tak, Bieber? Ledwo otrząsnąłeś się po Selenie i już masz ochotę na kolejny związek? Mało ci?
Nie tylko na seks?
Potrząsam głową i jeszcze chwilę zajmuję mi otrząśnięcie się z moich myśli. Cara pięć minut temu zniknęła w bloku, a ja wciąż tu stoję. Wzdychając, odpalam samochód i odjeżdżam spod mieszkania Cary z piskiem opon.
Jest wczesny niedzielny poranek i mam zamiar wyrzucić Carę, jak i Selenę z głowy, i zabrać gdzieś Maksa, by spędzić z nim dzień jak ojciec z synem. Jeszcze nie jestem pewny, co będziemy robić, ale wszystko jakoś się samo ułoży. Parkuję samochód i wracam do domu. Max szaleje razem w kuchni z babcią, a kiedy do niej wchodzę mogę dostrzec mąkę na podłodze i we włosach młodego. Staję w progu i opieram ręce o biodra.
- Nie było mnie pół godziny – mówię głośniej, by zwrócić na nich moją uwagę. Otóż Max miał ochotę rzucić jajkiem w kierunku babci, która śmieje się w najlepsze. Cóż… rzuca nim jednak we mnie. -  O nie – jęczę pod nosem. To droga koszula… Max nie ma ucieczki z kuchni, podczas gdy śmieje się wraz z moją matką, jak dwójka dzieciaków… no, to jest dwójka dzieciaków. Łapię młodego pod pachami, a on krzyczy w niebo głosy, jednak szybko zmienia się on w głośny śmiech, kiedy obracam nas wokół własnej osi. Przestaję jednak po dwóch kółkach i zatrzymuję się, wzdychając głośno. – Jesteś coraz cięższy – jęczę, opierając cały jego ciężar na lewym biodrze.
- To ty tracisz formę – śmieje się. Cóż, Max jest po prostu wygadanym sześciolatkiem. Nic nie mogę na to poradzić. Uczy się zbyt szybko, jest cholernie bystry.
- Całkiem możliwe – przyznaję mu rację i we trójkę postanawiamy zrobić naleśniki na śniadanie.

Razem z Maksem decydujemy się na poranny maraton filmowy… oczywiście, jakżeby inaczej, Max wybrał muminki. No ale czego się nie robi dla swojego dziecka. Uśmiałem się i  z niego i bajki, choć już znam ją niemal na pamięć. Moja mama krząta się po kuchni, sprzątając po zjedzonym posiłku. Max jest zbyt wpatrzony w telewizor, by zwrócić uwagę na to, iż wstaję i kieruję się do kuchni. Wyciągam szklankę i nalewam wody z kranu, podczas gdy matka opiera się o blat i patrzy na mnie uważnie.
- Jak długo się znajcie? – pyta cicho, a ja wzdycham.
- Jakiś czas – odpowiadam wymijająco.
- Miałeś zamiar mi o tym powiedzieć? – dodaje.
- Mamo, to moje życie, nie muszę ci się ze wszystkiego spowiadać – jęczę zdenerwowany. Prawda jest taka, że nie chciałaby jej znać.
- Nie chciałabym, żebyś kiedyś przechodził przez to samo.
- Jest tylko moją znajomą, mamo. Popełnię jeszcze wiele błędów, ale to moje błędy i ja się na nich uczę, okay? – mówię i przyciągam ją do siebie, by ją przytulić.
- Chcę dla ciebie jak najlepiej – mówi cicho w moją koszulę.
- Wiem – wzdycham. – Wiem…

Nie tylko na seks? Co to miało znaczyć?
Boże, Cara nie rób sobie nadziei. Praca ci na to nie pozwala.
Mówię do siebie, podczas jakże uciążliwego wchodzenia na szóste piętro. Po roku czasu można i się do tego przyzwyczaić, ale mojemu ciału jeszcze daleko do tego. Współczuję osobom cztery piętra wyżej. Jak oni żyją bez windy?
Szukam kluczy w torebce i gdy już je widzę, drzwi same się przede mną otwierają, a w ich progu stoi uśmiechnięta od ucha do ucha Jennifer. Zaciskam wargi w wąską linię i wchodzę do środka.
- I? – dopytuje. – Wyszłaś tak szybko, że nawet nie zauważyłam. W dodatku… z panem Bieberem? – niemal piszczy mi do ucha. – Jak było? – pyta, łapiąc mnie za nadgarstek. Czasem potrafiła zachowywać się jak małe dziecko. Ale lubię w niej to, że nigdy nie dorasta.
- Okay – wzruszam ramionami.
- Tylko? Myślałam, że to jakiś młody bóg, a nie stary pierdziel – marszczy brwi.
- Problem w tym, że to jest jakiś młody bóg – patrzę na nią poważnie. – Jest cudowny. Zaproponował mi coś do picia, potrafił rozmawiać, zrobił nawet śniadanie. Poznałam jego matkę i na dodatek ma syna… - mówię szybko, idąc w kierunku kanapy. Rzucam torebkę i ściągam szpilki.
- Czekaj… co ty właśnie powiedziałaś? – szybko siada obok mnie. – Jak to jego matkę? On ma dziecko?
- Ta – śmieję się krótko bez cienia radości. – Poznałam ją dzisiaj rano. Przyszła razem z dzieckiem, gdy jadłam śniadanie. Przez chwilę myślałam, że to jego żona czy coś w tym stylu, ale… on był tak inny od wszystkich – jęczę zrezygnowana.
- A wiesz co z matką dziecka? – pyta cicho.
- Mówił, że chciała je usunąć i zdradzała go.
- Rozmawiał o tym z tobą? Tak po prostu?
- Byłam pierwszą od dłuższego czasu kobietą, którą przedstawił matce. Tak powiedział. Ale nie wydaje mi się, żebym była pierwszą łóżku. To byłoby zbyt piękne – śmieję się ponownie. – Może potrzebował się komuś wygadać – wzruszam ramionami.
- A jak było… no wiesz, u niego w łóżku – zmienia temat, uśmiechając się do mnie, co odwzajemniam.
- Brak słów – mówię szczerze. – Jeśli jeszcze kiedyś go spotkam, to byłby szczyt wszystkiego.
- Nigdy bym nie pomyślała, że przyjaciel Mika jest młodym tatuśkiem. No może nie tak młodym, na jakiego wygląda – mówi po chwili ciszy.
- Wiesz ile ma lat? – pytam zbyt zaciekawiona tym, że może to wiedzieć.
- Ze dwadzieścia pięć, sześć, nie jestem pewna. – Nie wygląda? – dopytuje.
- Ma ładne ciało – przyznaję. – Nie wygląda na prawie trzydziestolatka. W dodatku ma własny dom, jakieś dziesięć, piętnaście minut od centrum. Jest wielkie i piękne, choć prawda jest taka, że nie zdążyłam mu się przyjrzeć – śmieję się, a Jen ze mną.
Około godziny pierwszej postanawiam zadzwonić do rodziców. Nie odzywałam się zbyt długo.
- Tato? Cześć, jak mama? – pytam, wychodząc na mały taras z salonu.
- Dzień dobry, Caro. Mama czuje się dobrze… tak myślę – dodaje.
- Coś się dzieje? – czuję jak moje serce zaczyna bić szybciej.
- Nie, na razie jest spokojnie. Nie odzywa się prawie cały dzień, ale wiesz, że to normalne. Jest dzisiaj bardzo spokojna, ale ciągle jej zimno.
- Prześlę wam dzisiaj pieniądze. Masz jechać natychmiast do lekarza i żądać tego nowego leczenia.
- Pamiętaj, że nawet to jej nie wyleczy, a jedynie spowolni chorobę – jego głos jest cichy, zmęczony i zmartwiony. Nie dziwcie się, że niekontrolowanie w moich oczach pojawiają się łzy.
- Lepsze to niż patrzenie na to, jak się męczy – mówię cicho.
- Wiesz, że może nam jeszcze nie wystarczyć. Kilka tysięcy to wciąż może być dla nich za mało…
- Wyślę ci dziś wieczorem wszystko, co tylko zdołam. Idź i dopytaj się o szczegóły – ciężko jest mi kontrolować głos. Mam ochotę płakać. Po prostu płakać.
- Dobrze, słońce.
- Kocham cię, tato. Ucałuj ode mnie mamę.
- Oczywiście, my też cię kochamy. Trzymaj się.
- Przyjadę niedługo.
- Kiedy tylko chcesz.
Kończę połączenie pierwsza, ponieważ jest to dla mnie zbyt wiele. Nie potrafię powstrzymać płaczu, który ulatuje ze mnie w jednej chwili. Nie potrafię wydobyć z siebie słowa.
Są tylko łzy.

Do godziny piątej potrafię się jakoś uspokoić. Muszę iść dziś do klubu, gdyż Mike wisi mi moje pieniądze.
Jest jeszcze sierpień, lecz na zewnątrz jest dziś wyjątkowo zimno. Postanawiam ubrać zwykłe czarne leginsy, jakąś białą bluzę z kapturem i moje białe Air Forsy. Portfel i telefon wkładam w kieszeń bluzy, a klucze zostawiam w domu, gdyż Jen nie ma zamiaru nigdzie się ruszać.
Droga do klubu zajmuje mi około pół godziny, niebo zasłaniają ciemne chmury i jak na złość jestem bez parasolu, gdy najwidoczniej zbiera się na deszcz.
Wchodzę jednak do budynku, nim zdąża się rozpadać. Lokal jest niemal pusty, jedynie jakieś stare pijaki siedzą przy barze i gdzieś w kącie. Muzyka jest cicho włączona i wciąż zachowana jest lekka ciemność. Kieruję się bez słowa do gabinetu Mika. Nie mam teraz ochoty na zupełnie nic, chcę jedynie wziąć pieniądze i jak najszybciej stąd wyjść.
- Cara, właśnie miałem do ciebie dzwonić – mówi, kiedy otwieram drzwi. Wstaje i zatrzymuje się przed biurkiem, by się o niego oprzeć. Naprawdę zastanawia mnie, po co mu ten gabinet i co w nim robi… - Mam pieniądze dla ciebie. Justin prosił mnie o mała prośbę. Nie wiem, jak tego dokonałaś, ale nalegał, żebym dał ci cała sumę – marszczę brwi.
- Dlaczego nalegał? – pytam.
- Ty mi powiedz – śmieje się. Sięga za siebie i bierze w dłoń czek, by podać go mi. – To największa suma, jaką dotychczas zarobił u mnie ktokolwiek. I jest cała twoja.
Biorę czek w dłonie i to, co na nim widzę, wprawia mnie w osłupienie.
Jest to czek o wartości siedemdziesięciu tysięcy dolarów!
- Nie mogę tego wziąć – marudzę. – To zbyt wielkie pieniądze.
- Są twoje. Powinnaś się cieszyć – mówi i siada na krześle, by zając się jakimiś papierkami.
To niemożliwe. To musi być jakaś pomyłka.
Jednak na czeku wyraźnie napisane jest moje jak i jego nazwisko. No i siedemdziesiąt tysięcy.
Kręcę głową nie wierząc w to, co widzę. Wciąż oszołomiona ledwo daję radę wyjść z gabinetu i udać się do wyjścia z klubu. Unoszę twarz w niebo i czuję na swojej skórze lekką mżawkę. Pięknie. Nim dojdę do domu będę cała mokra. Chowam czek w portfelu, karcąc się, że nie zrobiłam tego wcześniej. Ktoś mógł zabrać mi go z dłoni.
- Witaj, piękna – słyszę.
Odwracam się, by ujrzeć przed sobą starego mężczyznę, grubo po sześćdziesiątce, śmierdzącego alkoholem i ledwo trzymającego się na nogach. Krzywię się i odchodzę. Udaje mi się zrobić jedynie jeden krok, gdy jego dłoń łapie mnie za łokieć.
- Gdzie idziesz, mała? – kurwa mać, jak nie odejdzie to mu przypierdolę. Nie ręczę za siebie.
- Proszę mnie zostawić – mówię spokojnie i wyrywam się.
- Tyle razy widziałem cię na tej scenie – ponownie mnie zatrzymuje. – Mogę dać ci dużo pieniędzy – uśmiecha się brzydko, a mnie omal nie cofnęło. Ponownie kładzie swoje łapska na moim ciele i mimo, iż próbuję się wyrwać, a on jest pijany, trzyma mnie zbyt mocno.
- Nie dotykaj mnie! – piszczę i gdy już chcę posunąć się do kopnięcia go w krocze, on zostaje brutalnie odsunięty ode mnie. Moim ciałem wstrząsa dreszcz obrzydzenia i strachu, a…
A przede mną stoi Justin.

Cholera.



Jest już czwarty rozdział! Krótki bo krótki, ale jest :D 
I 2000 wyświetleń!! Kurde, tak się cieszę, że się to Wam podoba. 
Bardzo dziękuję za miłe komentarze :) mało ich, ale wciąż mnie cieszą :D 

Nie wiem, kiedy dokładnie będzie następny rozdział - mam go zarysowanego już w głowie, wiem jak będzie wyglądał, ale nie wiem kiedy się za niego wezmę. Wiecie, to już szkoła - w dodatku technikum, wypadałoby się kiedyś wziąć za naukę xdd 
Myślę, że do dwóch tygodni powinien być napisany. Ewentualnie wcześniej, ale nic nie obiecuję :) 

Zastanawiałam się również nad zmianą wyglądu bloga, aby było to jakieś cieplejsze kolory - mam już nagłówek i niedawno zaczęłam pisać kody, ale myślę że na nowy wygląd jeszcze trochę poczekacie, bo to trochę dużo roboty :))

Do następnego <3

10 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Jayy bohater 🤗 Czekam na next. All love 💜💚💙

    OdpowiedzUsuń
  2. DZIEWCZYNO, nienawidzę cię, za takie zakończenie rozdziału i, że jest to takie krótkie ;_; Nie będę mogła teraz spać. Jak mogłaś? Ale kocham Cię za to, że w ogóle to piszesz. Więc czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy25/9/16 19:00

    Zakochałam się w tym opowiadaniu! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy2/10/16 21:18

    Świetne ������ dodaj szybko następny

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy3/10/16 16:00

    Czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Mogłabyś dodawać też rozdziały na wattpada? :*

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Moje zdjęcie
"Kto nie czyta, przeżyje tylko swoje życie, czytający przeżyje więcej."